W poszukiwaniu celu życia

Briana Kinga mówi, że sens życia jest kwestią celu; ale jaki jest cel ludzkiej egzystencji?

W wyrażeniu „sens życia” ludzie najczęściej mają na myśli „cel”, gdy odnoszą się do „sensu”. Prawdziwe pytanie, które zadają tacy ludzie, brzmi: „Jaki jest cel życia?”. Jeśli jest to osiągalne, to po jego osiągnięciu nie mamy już celu.

Rzeczy, które mają cel, często są Utworzony do tego celu, takie jak artefakty stworzone przez człowieka. Można by ustanowić analogię lub porównanie między życiem a narzędziami. Przeznaczenie narzędzia jest obecne w momencie jego wyprodukowania lub przed jego wyprodukowaniem. Widły ogrodowe zostały wykonane, aby pomóc ogrodnikom w kopaniu, kran służy do kontrolowania przepływu wody i tak dalej. Zarówno twórca przedmiotu, jak i osoba, która go używa, znają ten cel, a prawidłowe użytkowanie przedmiotu jest postrzegane jako użytkowanie zgodne z projektem twórcy. Jednak przedmiot mógł być używany inaczej – kran mógł służyć jako hak do zawieszenia czegoś, aw rękach psychopatycznego zabójcy widelec ogrodowy mógł być używany jako dość makabryczna broń. Tak więc „przeznaczenie” artefaktu ma dwa główne znaczenia; jego zamierzone zastosowanie w momencie projektowania i tworzenia oraz zamierzone zastosowanie w miejscu użycia. To ostatnie można również określić jako nadużycie.

W tych przykładach widzimy cel czegoś jako celowy, świadomy cel albo jego projektanta, albo użytkownika. Pytanie brzmi, czy lub która z tych analogii ma zastosowanie do naszego życia. Czy nasze życie jest „dane nam” po to, by je wykorzystać w sposób „właściwy” w świetle zaleceń producenta, że ​​tak powiem? A może możemy stworzyć własny cel w „punkcie użytkowania” – kiedy żyjemy? Innym problemem jest to, czy możemy sensownie zastosować język dotyczący narzędzi i projektów do zupełnie innego tematu, ludzkiego życia. Czy nie rozciągamy użycia tych pojęć na nieodpowiednie obszary? A może nawet ważniejsze, czy w analogii życia do narzędzi zakładamy to, co próbujemy udowodnić – że życie ma jakiś „pożytek”, czyli sens? A jeśli weźmiemy analogię życia i narzędzi dosłownie, czy w związku z tym zakładamy, że musi istnieć projektant? Analogia mogłaby skończyć się okrężnym dowodem na istnienie Boga – „życie jest zaprojektowane w jakimś celu, więc musi być projektant” – ale okrężne dowody niczego nie dowodzą, ponieważ zakładają to, co próbują udowodnić . Może powinniśmy spróbować innej analogii.



Naturalny cel

W kategoriach biologicznych narządy są również opisywane pod względem ich przeznaczenia, chociaż zwykle zastępujemy słowo „funkcja”, jak w przypadku funkcji oka lub wątroby. W podobny sposób mówimy również o związkach między roślinami a zwierzętami; na przykład mówimy o celu pszczół do zapylania kwiatów lub celu niektórych rodzajów bakterii do pomocy w rozpadzie i gniciu martwej materii i tak dalej. Starożytny grecki anatom Galen (129-200 ne) był pod takim wrażeniem wszechobecności funkcji lub celu w przyrodzie, że uznał to za rodzaj demonstracji, że wszystko działa zgodnie z wielkim kosmicznym planem zaprojektowanym przez Boga. W rzeczywistości w średniowieczu w Europie to przypisywanie projektu rozprzestrzeniło się na społeczeństwo ludzkie, tak że każdy miał swoje miejsce w porządku społecznym, który był postrzegany jako święty, ponieważ został zaprojektowany przez Boga. Dlatego cel życia człowieka polegał na zaakceptowaniu jego (przeważnie niskiego) stanowiska w społeczeństwie, z nagrodą, która miała nadejść później w niebie, jeśli wypełnił przydzieloną mu funkcję.

Pomysł, że wszystko w przyrodzie harmonizuje poprzez wzajemne oddziaływanie wzajemnie wspierających się funkcji i celów określonych przez wielkiego projektanta, przyczynił się do „argumentu projektowego” na rzecz istnienia Boga. Jednak pomysł ten spotkał się z poważną porażką, gdy Darwin sformułował ideę ewolucji poprzez dobór naturalny w r Pochodzenie gatunków (1859). Wynika z tego, że rzeczy w świecie przyrody harmonizują i działają tylko ze sobą, ponieważ gdyby tak nie było, nie przetrwałyby i nie rozmnażały się. Z tej perspektywy projekt w przyrodzie jest iluzją polegającą na tym, że nie ma projektanta – jest tylko ślepy proces, który z konieczności produkuje okoliczności korzystne dla organizmów.

Niemniej jednak wciąż mówimy o projektowaniu organizmów i ich narządów, a sposób, w jaki to robimy, rzuca ciekawe światło na to, jak pojmujemy cel, ponieważ sposób, w jaki patrzymy na cel, często wiąże się z postrzeganą ważnością. Na przykład mówimy, że celem pszczoły jest zapylanie kwiatu, jeśli postrzegamy kwiat jako przedmiot podstawowej troski; ale jeśli jesteśmy, powiedzmy, pszczelarzami, z większym prawdopodobieństwem powiedzielibyśmy, że celem pszczoły jest produkcja miodu do karmienia ula. Tutaj cel może być postrzegany jako odnoszący się do szerszego kontekstu – noszenie nasion kwiatów lub produkcja miodu do ula – i jest związany z wykorzystywaniem lub używaniem czegoś do określonych celów. Jednak w naturze często nie jest całkiem jasne, kto kogo wykorzystuje. Czy mały ptak, który zjada kleszcze ze skóry nosorożca, używa nosorożca jako dużego samoobsługowego szwedzkiego stołu, czy też nosorożec używa ptaka jako sposobu na pozbycie się irytujących kleszczy? Oboje potrzebują siebie nawzajem. Zatem cel jest względny i odnosi się do względnego znaczenia czegoś lub kogoś. Jest dość intuicyjne, że narządy ciała są mniej ważne niż to ciało, ponieważ służą interesom ciała. Dlatego funkcją oczu jest umożliwienie organizmowi widzenia; oczy służą interesowi czegoś ważniejszego niż one, organizmu.

Tak więc, używając tej analogii, moglibyśmy powiedzieć, że jeśli nasze życie ma jakiś cel, to polega on na służeniu czemuś większemu niż my sami. Często czujemy, że my powinnam służyć, powiedzmy, naszemu krajowi w czasie wojny; możemy nawet poświęcić nasze życie dla większego dobra. Ale w przeciwieństwie do organów biologicznych mamy wybór – możemy wybrać, co uważamy za ważniejsze od nas, lub możemy wybrać czy widzieć coś ważniejszego od nas.

Cel jako cel

Często robimy rzeczy w określonym celu; ale tutaj słowo „cel” oznacza „powód”, „cel” lub „cel”. Robimy A, aby B się stało: odrabiamy pracę domową, abyśmy mogli zdać egzaminy. Dlaczego chcemy osiągnąć B? Aby osiągnąć C, oczywiście. Chcemy zdać egzaminy, abyśmy mogli dostać się na uniwersytet. I dlaczego chcemy C? Do D, oczywiście, potem E, F, G itd… Chcemy dostać się na studia, żeby mieć dobry dyplom, dostać lepszą pracę…

Myśląc w ten sposób, albo ustawiamy nieskończony regres, albo musimy się gdzieś zatrzymać i powiedzieć, że chcemy osiągnąć tę rzecz X „tylko dlatego, że chcemy”, jako cel sam w sobie. Dlaczego chcesz mieć dobry stopień? Aby dostać dobrą pracę. Czemu? Pieniądze. Czemu? Aby kupić rzeczy, które chcesz. Dlaczego chcesz dostać rzeczy, które chcesz? Bo ich chcesz. Czemu? Pytanie, dlaczego chcesz tego, czego chcesz, wydaje się dziwne – oczywiście chcemy różnych rzeczy, aby się uszczęśliwić. Wydaje się więc, że ostatecznym celem wszystkich pragnień naszej filii jest uszczęśliwienie nas.

Czy to jest zatem cel życia – być szczęśliwym? Tutaj mamy cel, który służy naszym własnym interesom, a nie czemuś ważniejszemu niż my sami. To postrzega cel człowieka jako bardziej osadzony w ludzkich potrzebach niż jako część ogólnego planu. Wszystko, co robimy, wszystkie nasze wybory i działania służą celowi naszego życia – byciu szczęśliwym.

Stoi to również w sprzeczności z poprzednim poglądem w tym sensie, że na podstawie tej analizy nie możemy powiedzieć, jaki jest cel życia jako całości, a jedynie jaki jest cel jego fragmentów w kontekście. Oznacza to, że możemy powiedzieć, że wszystkie nasze pragnienia i wybory mogą przyczynić się do uczynienia nas szczęśliwszymi, ale nie ma to wpływu na to, co całe życie jest dla. A kiedy zadajemy pytanie „Jaki jest cel życia?”, czyż nie odnosimy się do celu wszystko jej, a nie tylko konkretnych działań w jej obrębie? Pytanie to staje się szczególnie dotkliwe, gdy przypomnimy sobie, że wszystkie nasze cele, ambicje i sukcesy kończą się śmiercią.

Być może więc popadamy w zamęt i używamy języka biologii lub artefaktów do czegoś – do naszego życia – do czego nie jest odpowiedni. Być może to tak, jakby mówić o dniach tygodnia tak, jakby były kolorami, albo mówić o szybkości piękna; to po prostu nonsens, błąd kategorii. W ten sam sposób być może bezsensowne jest mówienie o całym życiu lub życiu jako całości, jakby to były rzeczy, które mogą mieć cel. Ono odgłosy rozsądne jest dociekanie sensu życia, ale może to trochę jak pytanie o drogę do plastiku? Plastik nie ma kierunku w taki sam sposób, w jaki życie nie ma sensu. W taki sposób język może nas oszukać, a przynajmniej tak brzmi argumentacja. Tego rodzaju krytyki użył Ludwig Wittgenstein, aby pokazać, jak język wyjęty z normalnego użycia i kontekstu traci znaczenie: gra językowa związane z celem i funkcją w częściach życia, nie ma zastosowania do życia jako całości.

Jednak chociaż ten argument brzmi dość logicznie, mija się z celem, że istnieje bardzo silne poczucie, że „jaki jest cel życia?” jest sensowne pytanie.

Pytania o cel
Pytania o cel przez Venantiusa J. Pinto, 2021
Zdjęcie: Venantius J Pinto 2021. Więcej dzieł sztuki można znaleźć na stronie behance.net/venantiuspinto

Więc… Czy jest jakiś sens?

Pierwszym rodzajem celu, który rozważaliśmy, rodzajem przekazanym nam przez projektanta lub inną władzę, byłby cel, który nadałby naszemu życiu sens, ponieważ zostałby narzucony naszemu życiu z zewnątrz. Religia, patriotyzm, honor rodziny, bycie użytecznym dla Boga, społeczeństwa, a nawet jakiegoś państwa totalitarnego, wszystko to może być postrzegane jako cele „ponad nami”. Byłoby pocieszające wiedzieć, że jest coś, co osiąga się przez całe życie; skutecznie uczyniłoby nas również narzędziami do osiągnięcia większej rzeczy. Tutaj analogia z artefaktami jest wyraźna. Ale tylko dlatego, że jest to atrakcyjny pomysł, nie oznacza to, że jest prawdziwy. Jak można go krytykować?

1) Jeśli nie wierzysz w Boga, wszechmocne państwo lub władcę, trudno sobie wyobrazić, jak ten rodzaj narzuconego z zewnątrz celu mógłby dla nas zadziałać. Dlaczego miałbyś akceptować czyjeś autorytety, jeśli chodzi o przypisywanie sobie takiego celu w życiu?

2) Podporządkowanie się większemu autorytetowi w pewnym stopniu polega na celowym odmawianiu sobie odpowiedzialności za samodzielne myślenie o sprawach o fundamentalnym znaczeniu, takich jak nasz cel w życiu i wartości, według których powinniśmy żyć, aby ten cel osiągnąć. Wielu filozofów (przychodzi mi na myśl zwłaszcza Jean-Paul Sartre) twierdziłoby, że poddanie się naszej woli jest zaprzeczeniem podstawowego człowieczeństwa naszego istnienia, którym jest wolność wyboru i nieuchronna odpowiedzialność za nasze wybory.

3) Jeśli osiągniemy ten cel – jeśli cel zostanie osiągnięty – to z definicji nie mamy już celu. Na przykład osoba, która widzi, że celem jej życia jest osiągnięcie wiecznego zbawienia, traci cel, gdy już osiągnie ten cel. Czy niebo jest pełne ludzi, którzy nie mają poczucia celu? Co więcej, gdyby człowiek postrzegał cały sens swojego życia w kategoriach danego celu i cel ten osiągnął, przestałby być tym samym człowiekiem, w tym sensie, że to, co uważał za najbardziej podstawowy punkt swojego życia, nie miałoby już zastosowania do niego. Można by argumentować, że straciłby swoją fundamentalną tożsamość.

Możemy sformułować ten sylogizm:

-Albo nasz cel jest osiągalny, albo nie. Nie dąż do sukcesu – im bardziej do niego dążysz i czynisz z niego cel, tym bardziej go przegapisz. Do sukcesu, podobnie jak do szczęścia, nie można dążyć; musi nastąpić i dzieje się tak tylko jako niezamierzony efekt uboczny poświęcenia się sprawie większej niż on sam lub jako produkt uboczny poddania się osobie innej niż on sam. Szczęście musi się wydarzyć i to samo dotyczy sukcesu: musisz na to pozwolić, nie troszcząc się o to. Chcę, abyście posłuchali, co nakazuje wam sumienie, i wykonali je zgodnie z waszą najlepszą wiedzą. Wtedy dożyjesz, by zobaczyć, że – na dłuższą metę, powiadam – sukces będzie podążał za tobą właśnie dlatego, że zapomniałeś o nim myśleć. -Nasz cel jest osiągalny tylko wtedy, gdy się mu poświęcimy i porzucimy przywiązanie do wyniku. Szczęście i sukces są produktami ubocznymi naszego poświęcenia, a nie czymś, do czego możemy aktywnie dążyć. Musimy słuchać sumienia i robić to, co nam podpowiada, ufając, że ostatecznie wszystko ułoży się tak, jak powinno.

W wyrażeniu „sens życia” ludzie najczęściej mają na myśli „cel”, gdy odnoszą się do „sensu”. Prawdziwe pytanie, które zadają tacy ludzie, brzmi: „Jaki jest cel życia?”. Jeśli jest to osiągalne, to po jego osiągnięciu nie mamy już celu.

- Wtedy nasze życie byłoby daremne.

-Jeśli nie jest to osiągalne, to próba zakończy się niepowodzeniem, a kontynuacja byłaby daremna.

- Dlatego tak czy inaczej, nasze życie jest ostatecznie daremne.

Jednym ze sposobów obejścia tego argumentu jest postrzeganie osiągnięcia celu nie jako zdarzenia, ale jako ciągłego procesu. Gdybyśmy twierdzili, że naszym celem było być zamiast do robić , nigdy nie możemy go skończyć ani dokończyć, dlatego zawsze będziemy mieć ten cel. Na przykład, gdybyśmy twierdzili, że naszym celem jest posiadanie dzieci, które nas zastąpią, to kiedy już to zrobimy, nie będzie już żadnego celu. Natomiast jeśli twierdzimy, że naszym celem jest być dobrym, zawsze możemy do tego dążyć.

4) Jeśli natura może nadać ludziom cel, to powinniśmy móc zapytać, w jakim kontekście działa ten cel? Celem pszczoły jest wytwarzanie miodu lub zapylanie kwiatów. Jest to kwestia wyboru zastosowania z perspektywy człowieka. Lub cel oka jest w kontekście całego organizmu. To jest dana sprawa. Który z tych dwóch modeli pasuje do celu życia? Jaki jest tu większy naturalny kontekst i czy to kwestia naszego wyboru, co jest ważne?

5) Jeśli nie jest to kwestia wyboru i mówimy, że natura jest po prostu przyznaje jakiś cel wobec nas, zawsze możemy zapytać, jaki jest cel samej natury. Ten argument może również dotyczyć rodziny, religii lub państwa; jeśli naszym celem jest służenie jednej z tych instytucji, możemy dalej zapytać, jaki jest cel tych instytucji. Wydaje mi się, że stamtąd często kłóciliśmy się w kółko, tłumacząc, że te rzeczy są tam dla naszego celu. Podobne argumenty toczą się z Bogiem: wyznacza nam cel; ale możemy zapytać, z jakiego powodu to robi.

6) Co więcej, przyjęcie, że cel jest dany, upodabnia nas do pewnego stopnia do automatów, które działają zgodnie z dostrzeżonymi instrukcjami. Znowu niektórzy twierdzą, że to uwłacza naszej godności i wolności. Fakt, że zawsze możemy zakwestionować dane cele, sugerowałby, że gdzieś po drodze musimy dokonać wyboru, czy przyjąć dany cel, czy nie.

Wszystkie powyższe punkty wydają się sugerować, że pomysł, że istnieje określony cel naszego życia, jest niespójny albo przez naszą niezdolność do zrozumienia szerszego kontekstu, albo przez naszą zdolność do kwestionowania tego celu. W końcu wszystko wydaje się być kwestią naszych wyborów. Można nawet argumentować, że to wybór nadaje sens i cel naszemu życiu – jak rzeczywiście twierdzi wielu egzystencjalistów.

Co mówi nam doświadczenie

Być może patrzymy na problem od złej strony. Zamiast zastanawiać się, jaki jest cel życia z perspektywy kogoś, kto nie widzi sensu, warto spojrzeć na sytuację z perspektywy kogoś, kto czuje, że ma cel.

W jego powieści Strzeż się litości (1939), Stefan Zweig mówi: Dopóki człowiek nie zda sobie sprawy, że coś znaczy dla innych, nie czuje sensu ani celu własnego istnienia. Rozwijanie argumentu na rzecz celu opartego na uczuciach jest wątpliwą praktyką, ponieważ można argumentować, że wszystko, co sprawia, że ​​czujesz się spełniony, stanowi cel. Może to obejmować nawet urojone obsesje kogoś, kto czuł się spełniony przez nieustanne równe rozdzieranie pasków papieru lub torturowanie małych zwierząt lub ludzi. Sprawia, że ​​spełnienie celu staje się osiągnięciem pewnego rodzaju psychicznego usposobienia. Aby więc argumentować z doświadczenia, potrzebujemy czegoś więcej niż tylko uczucia. Oświadczenie Zweiga ma nieco większą ważność, ponieważ ma być ogólnym komentarzem na temat kondycji człowieka, a nie stwierdzeniem dotyczącym konkretnej osoby, i prawdopodobnie istnieje również ogólna zgoda z nim. Psychiatra i filozof Viktor Frankl we wstępie do swoich wspomnień Poszukiwanie sensu przez człowieka (1946) napisał:

-Albo nasz cel jest osiągalny, albo nie. Nie dąż do sukcesu – im bardziej do niego dążysz i czynisz z niego cel, tym bardziej go przegapisz. Do sukcesu, podobnie jak do szczęścia, nie można dążyć; musi nastąpić i dzieje się tak tylko jako niezamierzony efekt uboczny poświęcenia się sprawie większej niż on sam lub jako produkt uboczny poddania się osobie innej niż on sam. Szczęście musi się wydarzyć i to samo dotyczy sukcesu: musisz na to pozwolić, nie troszcząc się o to. Chcę, abyście posłuchali, co nakazuje wam sumienie, i wykonali je zgodnie z waszą najlepszą wiedzą. Wtedy dożyjesz, by zobaczyć, że – na dłuższą metę, powiadam – sukces będzie podążał za tobą właśnie dlatego, że zapomniałeś o tym myśleć. -Nasz cel jest osiągalny tylko wtedy, gdy się mu poświęcimy i porzucimy przywiązanie do wyniku. Szczęście i sukces są produktami ubocznymi naszego poświęcenia, a nie czymś, do czego możemy aktywnie dążyć. Musimy słuchać sumienia i robić to, co nam podpowiada, ufając, że ostatecznie wszystko ułoży się tak, jak powinno.

Wynika z tego nie tyle, że pytanie „Jaki jest cel życia?” jest bezsensowne, ale że zadawanie go jest niewskazane w praktycznym sensie. Zgodnie z tym argumentem cel, znaczenie i szczęście są produktami ubocznymi życia i nie można ich osiągnąć poprzez bycie celem. Według Frankla i Zweiga pojawiają się, ponieważ ktoś postrzega coś jako ważniejszego niż on sam. Mogą to być inni ludzie lub przyczyna. Jeśli chodzi o innych ludzi, przykładem jest zjawisko zakochania, czyli miłość matki do dziecka; a przy przyczynach, takich jak religia lub patriotyzm, to postrzegane znaczenie wyjaśniałoby zjawisko męczeństwa. Jednak przeciwdziałaniem temu byłoby pozornie złudne oddanie osobie lub sprawie. Czy uważamy, że totalna obsesja na punkcie, powiedzmy, kolekcjonowania nakrętek od butelek może naprawdę stać się sensem czyjegoś życia? A może powiedzielibyśmy, że przegapili sedno? Mówiąc bardziej ogólnie, jeśli uważamy, że całkowite oddanie się czemuś innemu niż sobie jest kluczem do znalezienia celu w życiu, jak możemy rozróżnić cele, które są godne pochwały „znaczące”, od tych, które są po prostu „głupie”? Jeśli jest to tylko kwestia subiektywnej oceny, wszystko może się liczyć.

Brian King jest emerytowanym nauczycielem filozofii i historii. Wydał eBook, Spór o filozofię , a obecnie prowadzi grupy Filozofii i Historii dla dorosłych za pośrednictwem Uniwersytetu Trzeciego Wieku.